Teraz u progu lata, jak co roku, w Ostoi pojawiają się zające. Można rzec – przybywają ludzkimi transportami masowo. Zatroskani obywatele, którzy przekazują je pracownikom Ośrodka są przekonani, że właśnie uratowali porzucone przez rodziców zwierzątka… Takie sytuacje mają miejsce np. podczas rodzinnych spacerów. Dostrzegamy małego zajączka czy sarenkę, które dopiero rozpoczynają swoją przygodę na tym świecie. Stosując ludzkie kryteria wartościowania i moralności dostrzegamy w tych osobnikach bezbronność i osamotnienie, a wtedy najczęstszym odruchem jest próba pomocy… Nie kalkulując, w dobrej intencji zabieramy zwierzę, nie wiedząć jaką krzywdę wyrządzamy jemu i jego rodzinie.

SPRAWDŹ KIEDY NALEŻY INTERWENIOWAĆ –> KILK

Puchate kuleczki; krótkie dzieciństwo.

O zachowaniu zajęcy, ich zwyczajach, opowiada Aleksandra Mach, kierownik Pomorskiego Ośrodka Rehabilitacji Dzikich Zwierząt w Pomieczynie:

Zające rodzą się najzwyczajniej w trawie, w jakimś zagłębieniu na łące albo polu. Świeżo urodzony zając jest wielkości ludzkiej pięści. Upraszczając, są to takie małe słodkie puchate kuleczki. Już po paru dniach rozpierzchają się po okolicy. Zadaniem matki jest wówczas ich pilnowanie – po kolei je odnajduje i karmi. Poza tym, większość czasu spędzają same. Ich strategia przetrwania to ukrywanie się. Bardzo dobrze się maskują, a ich taktyką jest pozostawanie w bezruchu.

Zajęcze dzieciństwo to bardzo krótki okres. Osobniki te niezwykle szybko dorastają.

Po dwóch tygodniach zaczynają wyglądać jak “podręcznikowe” zające – sylwetka robi się smukła, wydłużają się uszy. Zaczynają przypominać swoich rodziców, choć wciąż jeszcze są od nich mniejsze. Po trzech tygodniach standardowego rozwoju ważą już ok. pół kilo i są gotowe do opuszczenia rewiru matki, która swoją drogą je do tego zachęca. Musi ona stworzyć warunki przestrzenne dla następnych dzieci – zajęczyca zachodzi w ciążę cztery/pięć razy do roku.


Waleczny jak zając.

Dla młodych zajęcy zagrożeniem są psy, lisy, kruki czy myszołowy. Kiedyś także wrony, które były stałym elementem krajobrazu wiejskiego. Dziś jednak, za sprawą przenosin do miast, praktycznie nie występują na wsi. Bardzo dużym zagrożeniem dla zajęcy są także wiejskie koty. Okocona wiejska kotka potrafi znieść do domu całą rodzinę upolowanych zajęcy.

Wspomniane, małe puchate kuleczki schowane w trawie nie zawsze są tak bezbronne jakby się mogło wydawać. W niektórych przypadkach matka szybko staje w obronie swoich dzieci. To nie do końca prawda, że lis zawsze jest w stanie upolować zająca. Dla obserwatorów przyrody wcale nie jest rzadkością widok koegzystujących na zmiennych (czasem polubownych) warunkach, zajęcy i lisów.

Zając ma łapy wyposażone w pazury. Jest bardzo szybki. Niejeden lis w starciu z nim skapitulował. Wbrew pozorom, zając wykazuje się walecznością i niejednokrotnie potrafi obronić swoje młode przed drapieżnikami – opowiada Leszek Damps, przyrodnik z Pomorskiego Ośrodka Rehabilitacji Dzikich Zwierząt „Ostoja” w Pomieczynie.


„Palący problem”

O ile zajęcza mama może stanąć do walki z lisem, o tyle dwunoga, wyprostowana istota o dziwnym zapachu – to już przeciwnik nie na jej możliwości. Oczywiste jest, że zając nie będzie próbował przegnać człowieka. Najczęściej znikają one nam z pola widzenia zanim nawet je dostrzeżemy.

Dlatego, dość często zdarza się, że człowiek odnajdzie takiego ukrywającego się malucha, na przykład na łące, w polu, przy skraju drogi, a nie zauważy, że jest obserwowany przez jego mamę, która wcale dziecka nie porzuciła.

Bardzo łatwo nam uwierzyć, że wymagają [zajączki] naszej pomocy. Mały zając raczej nie ucieka, również w obecności człowieka pozostaje w bezruchu. Wydaje nam się, że „coś jest z nim nie tak”, że jest opuszczony. Tymczasem w większości przypadków tak nie jest. Matka, choć jej nie widzimy, jest w pobliżu i nas obserwuje. Nic jednak nie może zrobić kiedy człowiek zabiera jej dziecko ze środowiska naturalnego – tłumaczy Aleksandra Mach.

Jak przyznaje, zające to teraz w Ostoi „palący problem”.

Niestety, trafiają do nas głównie zdrowe zające, które powinny dorastać w dziczy, na łące, a nie w naszych wolierach. Ale nie zawsze tak jest. Zdarza się, że trafiające do nas zające są poturbowane, poranione przez koty i psy, i wtedy rzeczywiście wymagają naszej opieki.


Lepiej nie dotykać, chyba że to konieczne.

Nie tylko zające możemy odnaleźć na polu, w pobliżu osad ludzkich, ale również młode sarny.

Takie obrazki często widują rolnicy w okresie sianokosów: zaniepokojona widokiem zbliżającego się ciągnika sarna krąży nerwowo w pobliżu. Sarny często są przyzwyczajone do widoku ciągników, nie uciekają do momentu, w którym kierowca nie wysiądzie z pojazdu.

Sytuacja taka może oznaczać, że gdzieś w pobliżu – niewidoczne w trawie, która za chwilę zostanie skoszona, znajduje się młode.

Co wtedy zrobić?

Najlepiej przed rozpoczęciem tego typu prac, przejść się po nieskoszonej jeszcze łące, obejrzeć teren i upewnić, czy nie znajduje się tam np. młoda sarna i w razie potrzeby ją wypłoszyć. Jeśli to konieczne, trzeba ją przenieść w bezpieczne miejsce. Jednak kontakt młodego osobnika z człowiekiem należy maksymalnie ograniczać.

Mówi się, że sarna może nie przyjąć z powrotem swojego dziecka, jeśli przesiąknie ono zapachem człowieka. I w zasadzie to prawda, tak jest, choć znam przypadki, w których ta zasada nie miała przełożenia na stan faktyczny – tłumaczy Leszek Damps.


Nie jesteśmy sami.

I jeszcze jedna ważna kwestia…

Widząc młodą sarnę lub zająca pamiętajmy o tym, że nie jesteśmy sami na łące, polu czy w lesie. Są tam też inne drapieżniki. Przebywając zbyt długo w pobliżu młodego osobnika, możemy swoim zachowaniem zwrócić uwagę tych zwierząt, które chętnie by go skonsumowały. Drapieżne ptaki, lisy – to inteligentne zwierzęta, które zwracają uwagę również na zachowanie człowieka w ich środowisku. Dlatego – jeśli zauważymy ukrytą w trawie, w gąszczu młodą sarnę lub zająca (której nie zagraża człowiek i jego technologia), czym prędzej oddalmy się od tego miejsca, pozostawiając naturę samej sobie – podsumowuje Aleksandra Mach.

Pracownicy Ostoi przestrzegają – Nie powinniśmy zbyt pochopnie podejmować decyzji o udzielaniu pomocy dzikim zwierzętom. W przeważającej większości przypadków działanie takie jest zupełnie niepotrzebne!

Zauważyłeś ptaka, sarnę, zająca lub inne zwierze i nie masz pewności, co powinieneś zrobić?
Zanim zadziałasz – Zadzwoń i/lub sprawdź kiedy faktycznie interweniować!

Pomorski Ośrodek Rehabilitacji Dzikich Zwierząt „Ostoja”
Tel. 606 907 740.


Artykuł powstał w ramach projektu „Rok w Przyrodzie”
Pomorskiego Ośrodka Rehabilitacji Dzikich Zwierząt OSTOJA
dofinansowanego ze środków WFOŚiGW w Gdańsku.
*
Opracowanie merytoryczne: Zespół PORDZ “Ostoja”
Redakcja: Mikołaj Sitkiewicz
Fotografie nr:
1,3. Archiwum PORDZ “Ostoja”
2. Tomasz Słomczyński / Magazyn Kaszuby
4. Włodzimierz Ulatowski
5,6. Pexels